Wiatr rozwiewał moje długie, blond włosy na wszystkie możliwe strony. Wczoraj wszyscy poszli do domu kiedy jeszcze było jasno, jesteśmy sąsiadami wiec nic im nie groziło. Chodziłam po dużym ogrodzie oglądając uroki zimy. Śnieg nie chciał u nas zagościć w tym roku, nie miał nawet chyba zamiaru. Moje myśli zaprzątał nie jaki Tom Collins, przez niego to wszystko się stało, gdy nie on wszytko by było teraz inne...
Moją głowę jeszcze dręczyła myśl o blondynie który wczoraj bardzo mi się przyglądał, Jego oczy były mi cholernie znane, ale nie wiedziałam skąd znam jego tęczówki. Usłyszałam,że ktoś dzwoni więc poszłam do furtki.
-O, Niall, hej- powiedziałam otwierając drzwiczki.
- Cześć, rodzice kazali mi to przynieść, za wczorajszy obiad - odparł pokazując tacę owiniętą folią.
- Jasne, wchodź. Zaniesiesz to do kuchni? Bo palce chyba mi już przemarzły - powiedziałam chowając ręce do kieszeni. Jak widać cienka bluza nie wystarczyła. Chłopak pokiwał głową. Weszliśmy do domu który był nie mal pusty. Był tylko mój bart, a Mike i Nicole pojechali na policję dowiedzieć się więcej o całym zajściu.
-Napijesz się czegoś? - spytałam z grzeczności, wchodząc do kuchni.
- Z chęcią - powiedział i usiadł przy stole.
- Może być gorąca czekolada?- spytałam patrząc na zawartość szafki.
- Tak.- ciekawe od kiedy nastolatki traktują siebie z takim szacunkiem, a może to ze mną jest coś nie tak?
Usiadłam na przeciwko Niall'a podając mu jeden kubek. Chłopak po raz kolejny zaczął mi się przyglądać. Trochę mnie to już irytowało więc spytałam prosto z mostu:
- Jestem brudna?- powiedziałam pokazując ręką na buzię.
- Nie, przepraszam tylko po prostu bardzo mi kogoś przypominasz. - powiedział lekko zmieszany.
- A..ok - odparłam- interesujesz się czymś?- zmieniłam temat.
- Tańczę.- odpowiedział, a ja zakrztusiłam się napojem, No, to pięknie to już wiadomo czemu mi się tak przyglądał. Moja mama była wspaniałą tancerką i wiele tancerzy brało z niej przykład. Jestem do niej bardzo podobna ale od jej śmierci dużo się zmieniłam. Przefarbowałam włosy na blond, zmieniłam się diametralnie w charakterze.
- A, co się stało? - zapytał widząc moją minę, musiałam wyglądać kosmicznie.
- Nie nic, ale kogo ci przypominam? - spytałam odstawiając bezpiecznie kubek na stolik, wolę aby ta sytułacja się nie powtórzyła.
- Przypominasz mi córkę tancerki Laury Gonzales, często pojawiała się na jej warsztatach- powiedział dopijając czekoladę. - nie, no to już po mnie. Ja nie chcę wracać do tańca, to dla mnie zbyt wiele, za bardzo przypomina mi mamę, przeszłość...
- Wiesz ja już będę szedł, miałem tylko przynieść ciasto- uśmiechnął się i poszedł po rzeczy. W pewnym sensie mi ulżyło.
* * *
Siedząc w siebie w pokoju na parapecie oparta o poduszkę rozmyślałam. Zresztą jak zawsze. Teraz wszyscy mają wolne bo są ferie zimowe. Podobno przyjadą do mnie na ten czas Alex i Lou ale jeszcze nic nie wiadomo. Martwi mnie jedna rzecz, czy blondyn nie będzie rozpowiadał,że to ja. W sumie to nic mu takiego nie powiedziałam, myślę że jest na tyle rozsądny i nic nie powie.
- Olivia! Chodź na strych!- usłyszałam krzyk dochodzący z góry, zapewne Nicole. Ciekawe co tym razem teraz znalazła? Ona lubi tam szperać i często coś znajduję. W końcu to dom po moich dziatkach, ona i moja mama spędziły tam całe dzieciństwo.
- Idę!- odpowiedziałam i weszłam po drabinie. W drapałam się na górę i zobaczyłam Nicole z dużym,kartonowym pudełkiem podpisanym Laura i podała mi je.
- Co mam z tym zrobić? - spytałam patrząc na uradowaną blondynkę.
- No, otwieraj - powiedziała patrząc na mnie z niecierpliwością. Westchnęłam, czy tak kobieta zawsze musi mieć tyle pomysłów? Powoli otworzyłam pudło. Na samym wierzchu widniały pointy*. Były białe,a właściwie to już szare. Musiały być długo używane. Wzięłam je do rąk oglądając je.
- Po co mi to dałaś?- spytałam wymachując przy tym jedną pointą.
- Może sama powinnaś odpowiedzieć sobie na te pytanie? - powiedziała i zeszła ze strychu. Sama? Chyba nie myśli,że nagle się przełamie i je założę... mówiłam jej o moim postanowieniu i zdania nie zamierzam zmieniać.
Klękłam przy kartonie i zaczęłam przeglądać zawartość. Były w nim mnóstwo medali, statułetek i dyplomów . Na samym dole były małe pointy. Zaraz, zaraz przecież to były moje! Moje pierwsze. pamiętam jak na pierwszych zajęciach schowałam się za mamą bo byłam bardzo nieśmiała. Na samo to wspomnienie uśmiechnęłam się. Jejku ile ja bym dała aby wrócić do tych czasów! Sala taneczna,muzyka i ja w tym...
Później zainspirował mnie hip-hop ale nie było mowy abym chociaż raz nie wróciła i założyła point, byłam z tym za bardzo związana...
* * *
Szłam ciemnym parkiem, pośród drzew. Nie było tutaj żywej duszy, dosłownie nikogo...a, może jednak się myliłam? Było dokładnie tak samo jak wtedy...cicho, ponuro, było tylko słychać jak lekki wiatr śpiewa kołysanki... Jednak była to tylko cisza przed burzą...
Szłam dalej nie zważając na to,że zaczął padać deszcz, krople wody opadały na ziemię coraz szybciej.
Założyłam kaptur i szłam dalej. Po chwili zorientowałam się,że ktoś za mną idzie ale, gdy tylko się odwracałam nikogo nie było. Może tylko mi się zdawało - pomyślałam ale jednak przyśpieszyłam nieco kroku.
- No proszę, proszę... deszcz, wichura, a ty Olivia sama? Bez nikogo? - usłyszałam dobrze mi znajomy głos. Odwróciłam się ale nikogo poza mną tu nie było...ale tylko mi się zdawało. Było ciemno prawie nic nie widziałam. No i na co wychodziłaś?! Ugh Olivia, ty idiotko! - zaczęłam krzyczeć na siebie w myślach. Przyśpieszyłam jeszcze kroku, aż w końcu zaczęłam biec. Adrenalina w moich żyłach wzrastała, a ja się straszliwie się bałam.
- Nigdzie nie uciekniesz, nie mi panno Gonzales! - zaczęłam biec ile sił w nogach. Nagle poczułam,że ktoś ciągnie mnie za nadgarstek i przywiera do drzewa. Odwróciłam głowę i ujrzałam go... nie jakiego Tom'a który nie zamierzał mi dziś odpuścić. Zaczęłam krzyczeć i się wyrywać ale za każdym razem jeszcze bardziej przywierał mnie do drzewa i mocniej zaciskał nadgarstek. Zaczęłam płakać, tak strasznie się bałam,że znów mi coś zrobi...
- Nie tym razem Gonzales, nie tym razem... teraz pożałujesz,że ostatnio dałem się ci oszukać...- szepnął mi do ucha. Tak strasznie się bałam, nie panowałam nad sobą... łzy leciały mi strumieniami.
- Co ty ch..chcesz..?- szepnęłam ledwo słyszalnie.
- Jak to, nie wiesz?- spytał tajemniczo z chytrym uśmieszkiem i zaśmiał się.
- Zostaw mnie do cholery! - krzyknęłam, nie wiedziałam,że zdam się na tyle ale udało mi się, spróbowałam mu się sprzeciwić... Ten debil, tylko się zaśmiał i szepnął mi do ucha
- A, tylko jeszcze ras spróbujesz mi się sprzeciwić, to pożałujesz, gorzko pożałujesz,że w ogóle się odezwałaś...- i zaczął mnie ciągnąć w nie znaną mi alejkę, a ja zaczęłam znów krzyczeć żeby mnei puścił.
- Tutaj nie ma nikogo idiotko! - krzyknął i pociągoł mnie za bluzę.
- Ej, co ty robisz?!- usłyszałam głos z drugiej strony parku. Collins od razu poluźnił uścisk.
- Jeszcze po ciebie wrócę...- usłyszałam i już go nie było. Chłopaka który mnie uratował też gdzieś znikał...
Jeszcze po ciebie wrócę...
Jeszcze po ciebie wrócę...
- Nie!- krzyknęłam. Boże, na całe szczęście to tylko sen. Tylko dlaczego mi się to przyśniło? To jakiś znak?...
_________________________________________________________________________________
*pointy - w tym tańczą baletnice, jest pokazane na gifie ;)
Tak miałam dodać o 17:00 ale jakoś mnie wena nawiedziła i napisałam więcej niż się spodziewałam. Ale to raczej dobrze, no nie? ;) Ta, końcówka mi się bardzo spodobała, nie wiedziałam że tak mi wyjdzie :)
A, właśnie bardzo dziękuję za ponad (już ;) ) 140 wejść! To chyba nieźle jak na początek?
Jestem nawet zadowolona z tego rozdziału ale do oceny zostawiam wam. :) Jeśli są jakieś błędy to przepraszam ale sprawdzałam to na szybko bo chciałam to szybko dodać. Jak widzicie dodałam nazwę rozdziału i pod poprzednim też to uzupełnię. Dodałam też zakładki, do których zapraszam. Przypominam,że przy : ''pytania'' możecie zadawać pytania postacią.
Dzisiaj nasz Zayn ma urodzinki więc ja mu od siebie życzę: szczęścia, zdrowia, radości, żeby dobrze mu się układało z Perrie no i dalszych sukcesów! :)
To chyba tyle ode mnie. Jeśli przeczytaliście, a wam się spodobało proszę o komentarz to dla mnie ważę :)
Ps. Możecie dodać się do obserwatorów.
Życzę miłej niedzieli :)
Oliwia
niedziela, 12 stycznia 2014
Przepraszam!
Miałam dodać wczoraj rozdział drugi ale jak już go napisałam to nagle mi korki wysiadły i się nie zapisało :(
A, wyszedł mi taki świetny, byłam z niego tak zadowolona i muszę go teraz pisać od nowa :(
Postaram się go dodać w okolicy godz. 17.00 :)
Jak zauważyliście dodałam zakładki bohaterowie, pytania i wasze blogi. W pytaniach możecie też zadawać pytania do bohaterów :)
Do zobaczenia, miłej niedzieli :*
Ps. Życzenia dla Zayn'a złożę pod rozdziałem
A, wyszedł mi taki świetny, byłam z niego tak zadowolona i muszę go teraz pisać od nowa :(
Postaram się go dodać w okolicy godz. 17.00 :)
Jak zauważyliście dodałam zakładki bohaterowie, pytania i wasze blogi. W pytaniach możecie też zadawać pytania do bohaterów :)
Do zobaczenia, miłej niedzieli :*
Ps. Życzenia dla Zayn'a złożę pod rozdziałem
czwartek, 9 stycznia 2014
Rozdział 1 ,, Nie, tylko nie to!''
To niesamowite jak moje życie zmieniło się w ponad rok. Obróciło się całkiem do góry nogami. Nie wiedziałam,że po stracie rodziców wszystko będzie tak wyglądać, że zaznam od wszystkich tyle ciepła i radości. Moje rozmyślenia przerwał głośny krzyk z dołu.
- Olivia, Sam! Przyjdzie tu szybko! Ale to już! - usłyszałam wściekły głos Nicole, mojej cioci. Mówiłam jej po imieniu bo uważa,że jest jeszcze młoda i mogła by być moją kuzynką. Zeszłam z zimnego parapetu, zrzucając przy tym moją niebieską poduszkę. Nie dziwie się Nicole, w końcu mój brat zrobił wczoraj "małą imprezę", jak sam to nazwał. Powolnym krokiem poszłam w stronę schodów. Jak tylko zobaczyłam salon, otworzyłam szerzej oczy. Na całym pierwszym pietrze,aż roiło się od puszek po napojach, papierków, porozrzucanych chrupek. Zeszłam na dół, gdzie czekali już na mnie Nicole, jej narzeczony i mój brat.
- Czy ja nie mogę was chociaż raz zostawić samych w domu?!- powiedziała podniesionym tonem blondynka. Popatrzała na mnie i Sam'a pytającym wzrokiem. Postanowiłam w tej sprawie się nie odzywać, w końcu ja siedziałam u siebie w pokoju, ze słuchawkami w uszach. Nie miałam zamiaru tam siedzieć. Oczywiście mówiłam mojemu bratu,że Nicole będzie zła ale on mnie nie posłuchał.
- To nie wina Olivii, ja zrobiłem tą imprezę ona niczego tu nie jest winna...- mruknął brunet. Blondynka westchnęła i usiadła na krześle z jadalni.
- Dobra, idź do siebie, ja pogadam z twoim bratem.- powiedziała patrząc na mnie. Pokiwałam głową i poszłam do siebie. Otwierając drzwi można zobaczyć pokój zwyczajnej nastolatki. Fioletowe ściany dawały temu pokojowi ciepły nastrój, jedno-osobowe łóżko stojące na środku pokoju. Po lewej stronie znajdowała się duża, drewniana szafa, a obok niej mała toaletka. Po prawej stronie stało biurko, a przy nim duże okno z szerokim parapetem na którym uwielbiam siedzieć.
Po stracie rodziców przeprowadziłam się tu z bratem. Do Nicole i jej narzeczonego Mik'a. Z początku miałam zajęcia indywidualne bo nie umiałam przyzwyczaić się do nowego miejsca i byłam zamknięta w sobie, nie umiałam przed nikim się otworzyć. Jeszcze ten drań... jeszcze mi go do szczęścia brakowało, znęcał się nade mną na każdym kroku!
Zmęczona tym wszystkim siadłam na zimny parapet. Wróciły moje wspomnienia, które wracały coraz częściej...
-A, teraz zapraszam moją córkę Olivię!!- wykrzyczała moja mama zapraszając mnie abym wystąpiła w moim nowym układzie. Nieśmiało wyszłam na środek. Otaczało mnie mnóstwo osób które przyszli na warsztaty taneczne mojej mamy. Denerwowałam się ale, gdy muzyka zaczęła grać, nagle wszystkie emocje opadły. Pierwsze ruchy, moje ciało poddało się muzyce. Już po chwili usłyszałam głośne krzyki i oklaski,a na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech. Tańczyłam dalej, poddając się mojej największej pasji. Teraz liczyłam się tylko ja, muzyka i taniec...
Pojedyńcza łza zleciała po moim policzku ale szybko ją wytarłam. Po stracie obojga rodziców, a szczególnie mojej mamy która była wspaniałą tancerką, skończyłam z moją pasją... gdyby można było to tak nazwać, skończyłam, ze swoim życiem...
Pamiętam jak było fani mojej mamy nazwali mnie Chachi i tak zostało, byłam znana jako Chachi Gonzales. Teraz już nie posługuję się tym imieniem, nawet nie zamierzam. Skończyłam z tym... już nie zatańczę, ja nie dam rady... to dla mnie za wiele.
Ktoś zapukał do drzwi. Szybko starłam zły które znów mi poleciały.
- Proszę.- powiedziałam. Drzwi się otworzyły i zobaczyłam w nich Sam'a. Wszedł do pokoju i usiadł na łóżko.
- Znów płakałaś?- zapytał opiekuńczym głosem.
- A, od kiedy ty się mną tak interesujesz?- zapytałam z małą irytacją.
- Ech, zresztą nie ważne. Chachi - przewróciłam oczami słysząc moje przezwisko.- Słuchaj bo jutro przychodzą do nas znajomi Nicole i Mik'a i muszę posprzątać i czy pomogła byś mi...?- zapytał z niepewnością. Ach, to dlatego był dla mnie taki miły! Jejku, żeby jeszcze mnie w to wciągał.
- A,co z tego będę miała?- podniosłam jedną brew.
- Em...- mruknął brunet - No nie wiem, nie będziesz musiała sprzątać po posiłkach przez dwa tygodnie jak będzie twoja kolej? To akurat mi się opłacało, nienawidzę zmywać!
- No dobra, zgadzam się. - powiedziałam i zeszłam z parapetu. Zeszłam na dół z moim uradowanym bratem. Niby z czego się tak cieszył? Że,będzie musiał sprzątać ten bałagan? No, nie sądzę.
Gdy tylko zobaczyłam znów ten bałagan miałam ochotę jak najszybciej stąd uciec. Już odwróciłam się ale przewał mi Sam.
- Obiecałaś!- powiedział oburzony. Popatrzałam w górę,a topem na niego.
- Ech, no dobra...- mruknęłam i zeszłam na dół omijając walające się wszędzie śmieci.
* * *
Chyba dobrze wyglądam, zresztą to tylko zwykły obiad, ze znajomymi Nicole i jej narzeczonego. Miałam na sobie białą bluzkę, na to niebieski sweterek i czarne legginsy. Na moje ramion opadały falujące się blond włosy. Usłyszałam pukanie do drzwi, wiec szybko zbiegłam po schodach. Na dole już wszyscy byli, a Mik'e poszedł otworzyć. Moim oczom ukazało się małżeństwo z synem, gdzieś w moim wieku. Był to nie wysoki blondyn z niebieskimi jak ocean oczami, miał na sobie białą bluzkę i opuszczone nisko w kroku spodnie.
- Cześć Amy, miło cię widzieć- powiedziała do czarnowłosej,szczupłej kobiety i ją przytuliła. Cała reszta też się przywitała.
- Ach, no właśnie poznajcie Niall'a- pokazała blondyna który od jakiegoś czasu na mnie się patrzył. Nie żeby coś ale było to trochę krępujące. Chłopak uśmiechnął się lekko i poszedł w moją stronę.
- Jestem Niall- i uścisnął moją rękę, wywołując u mnie dreszcze.
- Olivia- odsunęłam szybko rękę speszona i lekko się uśmiechnęłam. Wtedy popatrzałam w jego oczy, niezwykle niebieskie i znajome. Ale nie umiałam sobie przypomnieć skąd je znałam.
- Wchodźcie, zaraz podam obiad - powiedziała Nicole uchodząc do kuchni która była połączona z jadalnią. Usiedliśmy wszyscy przy sole. Na moje szczęście musiałam usiąść obok Niall'a który nie zamierzał spuszczać mnie ze swojego wzroku. Po podanym obiedzie wszyscy pochłoneli się w rozmowie którą nie zbyt rozumiałam. Słuchałam radia które było włączone.
A, teraz wiadomość z ostatniej chwili! Z więzienia uciekł Tom Collins! Niebezpieczny przestępca, prosimy o nie oddalanie się z domu w nocy! Polica już zaczęła go szukać.
Upuściłam widelec którym wcześniej jadałam sałatkę i pobledniałam. Nie, tylko nie to! To nie może być prawda...a, jak mnie znajdzie... i znowu...nie!
- Przepraszam - powiedziałam łamiącym się głosem. Blondyn popatrzał na mnie zatroskanym wzrokiem.
Wstałam od stołu i szybko pobiegłam na górę słysząc biegnącą za mną Nicole. Weszłam do pokoju i siadłam na łóżko. Zaczęłam płakać jak małe dziecko. Nie, jeśli on mnie znajdzie to już będzie po mnie. Już raz mu się wymigałam...
- Ci...spokojnie..on cię nie znajdzie- usłyszałam blondynkę która zjawiła się tuż za mną. Zaczęła głaskać mnie po plecach, a moje ciało zadrżało. Odsunęłam się i schowałam twarz w dłonie. Jeśli on mnie znajdzie... te myśli dręczyły mnie cały czas.
- Przepraszam jeśli zepsułam ci obiad ze znajomymi...- powiedziałam zachrypniętym od płaczu głosem.
- Nie zepsułaś- odezwała się- nie martw się policja go znajdzie...
_________________________________________________________________________________
Tak i już jest 1 :) Mam nadzieję,że się podoba. Miałam go napisać dłuższy ale jakoś tak wyszło. Jest tutaj trochę namieszane ale myślę,że może być.
Jeśli wam się podoba proszę o komentarz, to dla mnie ważne :)
Czekam na wasze opinie. Jeśli są jakieś pytania zadawajcie pod rozdziałem, ja niedługo uzupełnie menu i dodam 'pytania' i bohaterów :)
Do zobaczenia, Oliwia :*
- Olivia, Sam! Przyjdzie tu szybko! Ale to już! - usłyszałam wściekły głos Nicole, mojej cioci. Mówiłam jej po imieniu bo uważa,że jest jeszcze młoda i mogła by być moją kuzynką. Zeszłam z zimnego parapetu, zrzucając przy tym moją niebieską poduszkę. Nie dziwie się Nicole, w końcu mój brat zrobił wczoraj "małą imprezę", jak sam to nazwał. Powolnym krokiem poszłam w stronę schodów. Jak tylko zobaczyłam salon, otworzyłam szerzej oczy. Na całym pierwszym pietrze,aż roiło się od puszek po napojach, papierków, porozrzucanych chrupek. Zeszłam na dół, gdzie czekali już na mnie Nicole, jej narzeczony i mój brat.
- Czy ja nie mogę was chociaż raz zostawić samych w domu?!- powiedziała podniesionym tonem blondynka. Popatrzała na mnie i Sam'a pytającym wzrokiem. Postanowiłam w tej sprawie się nie odzywać, w końcu ja siedziałam u siebie w pokoju, ze słuchawkami w uszach. Nie miałam zamiaru tam siedzieć. Oczywiście mówiłam mojemu bratu,że Nicole będzie zła ale on mnie nie posłuchał.
- To nie wina Olivii, ja zrobiłem tą imprezę ona niczego tu nie jest winna...- mruknął brunet. Blondynka westchnęła i usiadła na krześle z jadalni.
- Dobra, idź do siebie, ja pogadam z twoim bratem.- powiedziała patrząc na mnie. Pokiwałam głową i poszłam do siebie. Otwierając drzwi można zobaczyć pokój zwyczajnej nastolatki. Fioletowe ściany dawały temu pokojowi ciepły nastrój, jedno-osobowe łóżko stojące na środku pokoju. Po lewej stronie znajdowała się duża, drewniana szafa, a obok niej mała toaletka. Po prawej stronie stało biurko, a przy nim duże okno z szerokim parapetem na którym uwielbiam siedzieć.
Po stracie rodziców przeprowadziłam się tu z bratem. Do Nicole i jej narzeczonego Mik'a. Z początku miałam zajęcia indywidualne bo nie umiałam przyzwyczaić się do nowego miejsca i byłam zamknięta w sobie, nie umiałam przed nikim się otworzyć. Jeszcze ten drań... jeszcze mi go do szczęścia brakowało, znęcał się nade mną na każdym kroku!
Zmęczona tym wszystkim siadłam na zimny parapet. Wróciły moje wspomnienia, które wracały coraz częściej...
-A, teraz zapraszam moją córkę Olivię!!- wykrzyczała moja mama zapraszając mnie abym wystąpiła w moim nowym układzie. Nieśmiało wyszłam na środek. Otaczało mnie mnóstwo osób które przyszli na warsztaty taneczne mojej mamy. Denerwowałam się ale, gdy muzyka zaczęła grać, nagle wszystkie emocje opadły. Pierwsze ruchy, moje ciało poddało się muzyce. Już po chwili usłyszałam głośne krzyki i oklaski,a na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech. Tańczyłam dalej, poddając się mojej największej pasji. Teraz liczyłam się tylko ja, muzyka i taniec...
Pojedyńcza łza zleciała po moim policzku ale szybko ją wytarłam. Po stracie obojga rodziców, a szczególnie mojej mamy która była wspaniałą tancerką, skończyłam z moją pasją... gdyby można było to tak nazwać, skończyłam, ze swoim życiem...
Pamiętam jak było fani mojej mamy nazwali mnie Chachi i tak zostało, byłam znana jako Chachi Gonzales. Teraz już nie posługuję się tym imieniem, nawet nie zamierzam. Skończyłam z tym... już nie zatańczę, ja nie dam rady... to dla mnie za wiele.
Ktoś zapukał do drzwi. Szybko starłam zły które znów mi poleciały.
- Proszę.- powiedziałam. Drzwi się otworzyły i zobaczyłam w nich Sam'a. Wszedł do pokoju i usiadł na łóżko.
- Znów płakałaś?- zapytał opiekuńczym głosem.
- A, od kiedy ty się mną tak interesujesz?- zapytałam z małą irytacją.
- Ech, zresztą nie ważne. Chachi - przewróciłam oczami słysząc moje przezwisko.- Słuchaj bo jutro przychodzą do nas znajomi Nicole i Mik'a i muszę posprzątać i czy pomogła byś mi...?- zapytał z niepewnością. Ach, to dlatego był dla mnie taki miły! Jejku, żeby jeszcze mnie w to wciągał.
- A,co z tego będę miała?- podniosłam jedną brew.
- Em...- mruknął brunet - No nie wiem, nie będziesz musiała sprzątać po posiłkach przez dwa tygodnie jak będzie twoja kolej? To akurat mi się opłacało, nienawidzę zmywać!
- No dobra, zgadzam się. - powiedziałam i zeszłam z parapetu. Zeszłam na dół z moim uradowanym bratem. Niby z czego się tak cieszył? Że,będzie musiał sprzątać ten bałagan? No, nie sądzę.
Gdy tylko zobaczyłam znów ten bałagan miałam ochotę jak najszybciej stąd uciec. Już odwróciłam się ale przewał mi Sam.
- Obiecałaś!- powiedział oburzony. Popatrzałam w górę,a topem na niego.
- Ech, no dobra...- mruknęłam i zeszłam na dół omijając walające się wszędzie śmieci.
* * *
Chyba dobrze wyglądam, zresztą to tylko zwykły obiad, ze znajomymi Nicole i jej narzeczonego. Miałam na sobie białą bluzkę, na to niebieski sweterek i czarne legginsy. Na moje ramion opadały falujące się blond włosy. Usłyszałam pukanie do drzwi, wiec szybko zbiegłam po schodach. Na dole już wszyscy byli, a Mik'e poszedł otworzyć. Moim oczom ukazało się małżeństwo z synem, gdzieś w moim wieku. Był to nie wysoki blondyn z niebieskimi jak ocean oczami, miał na sobie białą bluzkę i opuszczone nisko w kroku spodnie.
- Cześć Amy, miło cię widzieć- powiedziała do czarnowłosej,szczupłej kobiety i ją przytuliła. Cała reszta też się przywitała.
- Ach, no właśnie poznajcie Niall'a- pokazała blondyna który od jakiegoś czasu na mnie się patrzył. Nie żeby coś ale było to trochę krępujące. Chłopak uśmiechnął się lekko i poszedł w moją stronę.
- Jestem Niall- i uścisnął moją rękę, wywołując u mnie dreszcze.
- Olivia- odsunęłam szybko rękę speszona i lekko się uśmiechnęłam. Wtedy popatrzałam w jego oczy, niezwykle niebieskie i znajome. Ale nie umiałam sobie przypomnieć skąd je znałam.
- Wchodźcie, zaraz podam obiad - powiedziała Nicole uchodząc do kuchni która była połączona z jadalnią. Usiedliśmy wszyscy przy sole. Na moje szczęście musiałam usiąść obok Niall'a który nie zamierzał spuszczać mnie ze swojego wzroku. Po podanym obiedzie wszyscy pochłoneli się w rozmowie którą nie zbyt rozumiałam. Słuchałam radia które było włączone.
A, teraz wiadomość z ostatniej chwili! Z więzienia uciekł Tom Collins! Niebezpieczny przestępca, prosimy o nie oddalanie się z domu w nocy! Polica już zaczęła go szukać.
Upuściłam widelec którym wcześniej jadałam sałatkę i pobledniałam. Nie, tylko nie to! To nie może być prawda...a, jak mnie znajdzie... i znowu...nie!
- Przepraszam - powiedziałam łamiącym się głosem. Blondyn popatrzał na mnie zatroskanym wzrokiem.
Wstałam od stołu i szybko pobiegłam na górę słysząc biegnącą za mną Nicole. Weszłam do pokoju i siadłam na łóżko. Zaczęłam płakać jak małe dziecko. Nie, jeśli on mnie znajdzie to już będzie po mnie. Już raz mu się wymigałam...
- Ci...spokojnie..on cię nie znajdzie- usłyszałam blondynkę która zjawiła się tuż za mną. Zaczęła głaskać mnie po plecach, a moje ciało zadrżało. Odsunęłam się i schowałam twarz w dłonie. Jeśli on mnie znajdzie... te myśli dręczyły mnie cały czas.
- Przepraszam jeśli zepsułam ci obiad ze znajomymi...- powiedziałam zachrypniętym od płaczu głosem.
- Nie zepsułaś- odezwała się- nie martw się policja go znajdzie...
_________________________________________________________________________________
Tak i już jest 1 :) Mam nadzieję,że się podoba. Miałam go napisać dłuższy ale jakoś tak wyszło. Jest tutaj trochę namieszane ale myślę,że może być.
Jeśli wam się podoba proszę o komentarz, to dla mnie ważne :)
Czekam na wasze opinie. Jeśli są jakieś pytania zadawajcie pod rozdziałem, ja niedługo uzupełnie menu i dodam 'pytania' i bohaterów :)
Do zobaczenia, Oliwia :*
wtorek, 7 stycznia 2014
Prolog
Czerwona Różna, jest przepięknym kwiatem. Gdy ją polewamy i o nią dbamy ciągle staje się piękniejsza, a jej zapach jest coraz intensywniejszy. Jednak,gdy zapomnimy ją podlać, płatki róży zaczynają blednąć,a ona
nie jest taka piękna jak wcześniej, a jej zapach zanika...
W końcu płatki opadają, jeden po drugim...
Odpada pierwszy...
Pierwszy to szczęście- szczęście które do nie dawna nie opuszczało na krok. Ale jak to mówią... było, minęło...
Zaraz po nim opada drugi...
Zaufanie - które już dawno straciłam....
Zaraz potem odpada trzeci...
Wiara- wiara w marzenia...
Następnie opadają następne i następne...ale zostaje jeden...jeden który nie spada...
Nazywa się nadzieja- Nadzieja że może wszystko że w końcu ułoży w jedną logiczną całość i powróci szczęście, wiara, a może i też zaufanie?
Nazywam się Olivia i chciałam bym opowiedzieć wam moją historię...niesamowitą historię...
_________________________________________________________________________________
I jest Prolog :) Bohaterów dodam jutro, bo dzisiaj już nie zdążę. Jeśli ktoś przeczytał i mu się spodobało proszę o komentarz, to dla mnie bardzo ważne :)
Wiem,że z prologu dużo nie można się dowiedzieć ale w pierwszym rozdziale będzie to już bardziej zrozumiałe ;)
Oliwia
Czerwona Różna, jest przepięknym kwiatem. Gdy ją polewamy i o nią dbamy ciągle staje się piękniejsza, a jej zapach jest coraz intensywniejszy. Jednak,gdy zapomnimy ją podlać, płatki róży zaczynają blednąć,a ona
nie jest taka piękna jak wcześniej, a jej zapach zanika...
W końcu płatki opadają, jeden po drugim...
Odpada pierwszy...
Pierwszy to szczęście- szczęście które do nie dawna nie opuszczało na krok. Ale jak to mówią... było, minęło...
Zaraz po nim opada drugi...
Zaufanie - które już dawno straciłam....
Zaraz potem odpada trzeci...
Wiara- wiara w marzenia...
Następnie opadają następne i następne...ale zostaje jeden...jeden który nie spada...
Nazywa się nadzieja- Nadzieja że może wszystko że w końcu ułoży w jedną logiczną całość i powróci szczęście, wiara, a może i też zaufanie?
Nazywam się Olivia i chciałam bym opowiedzieć wam moją historię...niesamowitą historię...
_________________________________________________________________________________
I jest Prolog :) Bohaterów dodam jutro, bo dzisiaj już nie zdążę. Jeśli ktoś przeczytał i mu się spodobało proszę o komentarz, to dla mnie bardzo ważne :)
Wiem,że z prologu dużo nie można się dowiedzieć ale w pierwszym rozdziale będzie to już bardziej zrozumiałe ;)
Oliwia
Subskrybuj:
Posty (Atom)

